„Łzy na piasku” – Nura Abdi, Leo G. Linder

Cytaty pochodzą z książki pt. „Łzy na piasku” – Nura Abdi, Leo G. Linder
Wydawnictwo „Świat Książki”, Warszawa 2004 Znalezione obrazy dla zapytania Łzy na piasku

 

(…) wyszedł ze mną na ulicę i pokazał mi wielki plakat, na którym widać było rzekę.
– Wyciągnij rękę i pozwól, żeby przepływała po niej woda tej rzeki – powiedział. – Czy to uczucie jest nieprzyjemne?
– Nie – odparłam.
– Czy woda tej rzeki jest zbyt zimna?
– Nie.
– A więc wskocz do rzeki! Niech woda obleje twoje dało, a potem wypłyń daleko. Poddaj się prądowi. Wypróbuj wszystko, co ofiaruje ci twoje nowe życie tutaj, w Niemczech. Chodź do dyskotek. Pal, jeśli chcesz. Pij, jeśli taką masz ochotę. Poszukaj sobie przyjaciela.
Nie wierzyłam własnym uszom. Czego ten człowiek chciał ode mnie? Żebym zdradziła wszystko, odżegnała się od wartości, w których zostałam wychowana, odcięła się od mojego pochodzenia?
– Przyszłam do pana, ponieważ potrzebuję pomocy! – krzyknęłam.
– A pan chce zrobić ze mnie zdemoralizowanego człowieka! Wszystkie pana rady są nic niewarte!
Byłam tak oburzona, że po prostu zostawiłam go na ulicy. Potem jednak doszłam do wniosku, że miał trochę racji. Nie zawsze trzeba się kurczowo trzymać swoich tradycji. (…)
„Nie poddawaj się, nie pozwól się pokonać. Jeśli chcesz coś osiągnąć, wysil się i walcz o to. Jak ci się nie uda, spróbuj jeszcze raz. I nie daj się nikomu zbić z tropu. Jeśli ktoś cię obraża, jeśli traktuje cię z góry, nie bierz sobie tego do serca. Ale jeśli spotkasz poważnego człowieka, wysłuchaj, co ma do powiedzenia, zanim sama otworzysz usta. Nie odpowiadaj od razu. Im lepiej będziesz potrafiła słuchać, tym więcej nauczysz się w życiu. Nawet jeśli popadniesz z kimś w konflikt, najpierw wysłuchaj jego racji.
Jeśli uznasz, że nie są całkiem pozbawione sensu, to jakoś będziecie mogli się porozumieć. Każdy, nawet najgłupszy, może powiedzieć coś wartościowego. Gdyż każdy człowiek przedstawia sobą wartość i nikogo nie można lekceważyć. I nie bój się nikogo, gdyż nikt nie rodzi się dwa razy”.
s. 194


Dawanie szczęścia innym to najpiękniejsze uczucie, a kiedy jest to przy tym własna rodzina, wtedy nietrudno samemu zrezygnować ze wszystkiego, byleby oni byli szczęśliwi. Ale tutaj, w Niemczech, nikt zdawał się tego nie rozumieć. Nawet Hanna.
„Wy, Somalijczycy, musicie chyba bardzo kochać swoje rodziny” – powiedziała i tylko pokręciła głową.
Miała rację, ale to nie tylko miłość, to także poczucie odpowiedzialności. Przecież to mnie rodzice wysłali jako pierwszą do lepszego świata, ponieważ wiedzieli, że byłabym ostatnią, która o nich zapomni. Z ufnością oczekiwali, że nigdy nie opuszczę ich w potrzebie, a więc nie mogłam ich rozczarować. I nie rozczarowałam!
s. 199


  • Muszę ci coś powiedzieć – wymamrotał. – To cię zaboli, ale muszę to powiedzieć. To były piękne miesiące, które przeżyłem z tobą, ale powinniśmy się rozstać.
    To było całkowite zaskoczenie.
  • Dlaczego? – zapytałam, kiedy odzyskałam mowę. – Czy możesz mi to wyjaśnić?
  • Nie, nie mogę. – To było wszystko, co powiedział.
    Nie chciał podać żadnego powodu. Z jego ust nie padły słowa: „Zraniłaś mnie” albo: „Już cię nie kocham”. To był dla mnie szok!
    Myślałam, że znam tego człowieka, czułam, że mnie kocha. Mówił przecież, że chce ze mną spędzić całe życie.
    Minęło dużo czasu, zanim się po tym pozbierałam. Był dla mnie wszystkim: bratem, ojcem, mężem. I nagle zmienił zdanie i powiedział: „Ja już nie chcę”. Koniec. Kropka. Bez jednej kłótni, bez jednego złego słowa. Jak grom z jasnego nieba. To był wstrząs(…)
    To była wyłącznie jego decyzja. Nie zapytał mnie o zdanie. W domu nauczyłam się, że kiedy coś jest nie tak, trzeba usiąść razem i rozmawiać ze sobą. Przecież trzeba tej drugiej osobie dać szansę! Ale on zdecydował sam – nieodwołalnie! Najbardziej oburzyło mnie to, że odmówił mi podania jakiegokolwiek powodu. Zapytałam, czy przeszkadzało mu, że nie szeptałam miłosnych słówek? Że nie chciałam trzymać się za ręce, kiedy siedzieliśmy w kinie? Czy może nie dałam mu tego, czego szukał u kobiety? Milczenie. Następnego dnia wyjechał. Poszłam do jego mieszkania, żeby zabrać moje rzeczy – miałam przecież jeszcze ciągle klucz.
    Wtedy zobaczyłam na dywanie długi czarny włos. „Aha… ” – pomyślałam sobie.
    Do pewnego stopnia mogłam go nawet zrozumieć. Nie miałam dla niego czasu. To był mój pierwszy związek z mężczyzną, byłam naiwna i egoistyczna, myślałam tylko o sobie. Pewnie w końcu się znudził. Pewnie za mało się starałam być dla niego zajmująca. A dopóki byliśmy razem, ani razu nie powiedziałam mu: „Kocham cię”.
    Te słowa nigdy nie przeszły mi przez usta. Potrafiłam powiedzieć mojej matce: „Kocham cię”. Albo moim braciom i siostrom. Ale mężczyźnie? Nigdy się nie przemogłam. Dopiero potem, kiedy było już za późno, powiedziałam: „Nawet jeśli nigdy tego ode mnie nie usłyszałeś, to chciałabym, żebyś o tym wiedział: kochałam cię”.
    Jest tak wiele rodzajów miłości. Dla mnie to nie była miłość od pierwszego wejrzenia, nawet nie od drugiego. Potrzebowałam czasu, to była moja pierwsza próba. A on był zakochany, mówił mi o tym, na wszystkie sposoby starał się tego dowieść. Być może było tak, że jego miłość powoli umierała, kiedy moja w tym czasie rozkwitała. W każdym razie dopiero wtedy, gdy wszystko się skończyło, dotarło do mnie, jak bardzo mi na nim zależało. Nie wiedziałam, że tak bardzo go kocham.
    „Wypuść ptaszka z ręki, niech leci. Jeśli do ciebie wróci, to dobrze. A jeśli nie – to trudno, niech żyje wolny. Nie płacz po nim”.