co w życiu najważniejsze?

9 listopada 2004 r.

Nie trać wiary w swoje szczęście, choćby los okrutny dla ciebie był straszniście. Jedno życie masz, a roztrwaniasz je na bzdety komplikując dołując się okropniście. Sens widzisz w takim postępowaniu? Cóż ci po ucieczce? Na ile i gdzie się skryjesz? W garść się weź! Ty wiesz że mówię do Ciebie, o Tobie… nie odwracaj się! Zamierzasz w końcu coś? Nawet statek donikąd płynie gdy nie zna portu przeznaczenia, gdy nie ma celu… Ty jesteś jak ten statek na oceanie życia. Znajdź cel swej podróży, nadaj sensu swemu istnieniu. Przecież to nie takie trudne jest… a może za leniwy jesteś? Co nie chce ci się? Boisz się? Jednak zaryzykuj… bo warto. Sam się o tym przekonasz… kiedyś…

wiesz co w życiu jest według mnie najważniejsze? … drugi człowiek, jego życie, jego emocje. Dziwne powiesz, albo nie powiedziałbym… ale tak właśnie uważam. To on jest źródłem dobra i zła w naszym życiu. Kiedyś gdzieś już wspomniałam…. to co jest źródłem naszych najwspanialszych uczuć… bardzo często jest również źródłem bólu trosk i cierpienia. Nikt ani nic nie ukocha cię tak i nikt ani nic nie zrani CIę tak jak drugi człowiek… Ale to właśnie jest życie, musi być dobro i zło, szczęście i nieszczęście, początek i koniec, życie i śmierć. Musi być równowaga… przyroda… Oglądałeś „Efekt Motyla”? Jedna dezyzja może zaważyć na kolejach losu. A w życiu jedna decyzja, jedno niedopowiedziane zdanie, jeden błąd i już jest nie tak. Dlatego trzeba nauczyć się rozmawiać. Rozmawiać a nie kłamać, udawać że nic się nie stało! Ucieczka nic nie wyjaśnia, bardziej rani, zostawia w niepewności domysłach… to nie sposób…

A wiesz co jest najcenniejsze? najcenniejsze jest uczciwość i zaufanie. Nie ma jednego bez drugiego. Człowiek taki skomplikowany w swych emocjach i nieobliczalny w działaniu często popełnia błędy [przecież to ludzka rzecz pomylić się, ludzka rzecz uczyć się na błędach]. Potrzeba także zrozumienia, wyrozumiałości, szczerości – szczególnie w tym okropnym świecie pełnym oszustów i wyzyskiwaczy dla których nie ma żadnych zasad, żadnych świętości… Nie przejmuj się niech sobie oni będą tacy jacy chcą być. Trzeba być uczciwym wobec innych a przede wszystkim wobec siebie. Człowiek czasami nieświadomie, ocenia ludzi według siebie. I tak człowiek, który nigdy nie kłamie ufnie wierzy w to co mówią inni nie spodziewając się że mogą kłamać; człowiek który zdradza nie potrafi uwierzyć w to że inni mogą być wierni… zresztą, człowiek broni błędów które kocha… wymaga wiele odwagi by umieć przyznać do błędu…

Reklamy

wirtualne marzenia 16 11 2005

marzenia powinny być realne, możliwe do spełnienia;
marzenie o tym czego nie możemy mieć to poprostu skazywanie się na cierpienie, tęsknotę… to głupie ale prawdziwe… niestety ale to uczucie daje najwięcej inspiracji do tworzenia, to przeżywa sie najbardziej, to najbardziej dotyka.
Każdy kto zaprzyjaźnił się tu, choćby na krótko, wie jak bardzo można się do kogoś przywiązać, jak bardzo tesknić, jak ciągle ulegać myślom, jak niecierpliwie i w podnieceniu czekać na wiadomość, choćby na najskromniejsze słowo, zdanie; jak bardzo może brakować czyjeś obecności… ale też jak bardzo można się rozczarować bo wyobrażenia mogą bardzo przerosnąć rzeczywistość, a nikt nie lubi się rozczarowywać…

tu nie ma bliskości a jest taka bliskość, że aż nierealna;
człowiek wiąże się, przywiązuje mimo że tak naprawdę związku nie ma… przecież nie można związać się z kimś kogo nie znamy, albo znamy aż tak, że lepiej by nieznać.
Rozmowy nie są dialogami, tylko monologami – sam na sam ze sobą, przecież nie widzisz drugiej osoby, jej reakcji, uśmiechu, smutku, zakłopotania… wszystko to musisz sobie „dopowiadać” – wyobrazić, a wyobrażasz sobie zgodnie ze swoimi wymaganiami… tak powstają wyidealizowane złudzenia na temat wirtualnego rozmówcy – jest a jakby go nie było, ale prawdziwy on może całkiem odbiec od naszych wyobrażeń…

Idealny świat… Tu wszystko jest zbyt proste, zbyt idealne, zbyt łatwo odkrywać się, ulegać chwili emocji, ogołacać duszę… na żywo nie jest to możliwe.. chyba że masz akurat taki nastrój, chwilę słabości, zgasisz światło, zamkniesz oczy, wtedy odrzucasz na bok swoją tarczę obrony przed światem; albo wtedy gdy upijesz się tak by żal i uczucia się z ciebie wylewały wraz z upojeniem alkoholowym… później powiesz „wiesz, ja wczoraj… ja nie byłem/am sobą, zapomnijmy lepiej o tym…”. I tak potrafimy żyć tą obłudą prawdziwości w prawdziwym świecie, i tym też niby prawdziwym idealnym kimś, kim chcemy tak naprawdę być tu – w wirtualnym nierealnym świecie… I tu i tu obłuda, zakłamanie i złudzenia…
jacy jesteśmy naprawdę?? czy możemy być tak naprawdę takimi jakimi chcemy być? czy to gdziekolwiek jest realne?
a może jednak lepiej żyć tymi złudzeniami? marzyć o lepszym jutrze, lepszym „ja” i dążyć wciąż do tego? czy to wystarczy by być szczęśliwym?
wciąż ukrywamy sie za skałą nie do przebicia… tak jakby tarczą przed światem. Miłość, przyjaźń.. one potrafią skruszyć tę skałę.. bierzesz kilof [brutalną szczerość] i polewasz zaufaniem, by nie bolało… i ściana kiedyś pęka, jak skała drążona kropelkami wody, dopóki los znowu nie zaskoczy kolejną niespodzianką, podkusi zdradą, omami marzeniem i podkopie zaufanie wystawiając na ciężką próbę.. przetrwa nieprzetrwa, upadnie…
dom wytrzyma gdy ma mocne fundamenty, ważne są zasady…

ciągle czegoś szukamy, życie przecieka, ucieka między palcami, sen czy jawa? rzeczywistość, czas, dziwny los… a może za bardzo się w to wszystko wgłębiamy? może niepotrzebnie przeżywamy jak stonka wykopki? przecież i tak nie wyjdziemy cało z tego teatru życia…

„życie to jest teatr, mówisz ciągle opowiadasz
maski coraz inne się zakłada…”

może niepotrzebnie zmuszam do myślenia o tym wszystkim, po co aż tak przeżywać. Skończyć z nierealnymi marzeniami, przyjaciółmi, którzy są zbyt daleko by być na dłużej blisko.
Trzeba przecież wkońcu zadbać o tę rzeczywistość, wrócić do niej i „obrobić” ją. Zacząć poprostu żyć, a nie marzyć i bujać gdzieś obok, bo to przelatuje prawdziwe życie, a nie wirtualne.
ale wiecie? to chyba nie jest tak… przecież z każdą nowo poznaną osobą, każdym przeżyciem, każdą rozmową … zmieniamy się – stajemy się tym kim jesteśmy. Nie byłabym tą samą agnechą dziś w tej chwili, gdybym nie poznała wszystkich tych wyjątkowych ludzi, gdybym nie rozmawiała z nimi na te wszystkie tematy… dlatego dziękuję Wam za to że pomagacie mi być sobą, pomagacie mi odkrywać siebie 🙂
…lubię „latać wysoko” [choć często spadam też nisko] i może jednak mimo wszystko uda mi się to życie tak przemarzyć.
A piszę o tym bo chcę nadal w to wierzyć, uwierzyć, chcę by tak było… więc może jednak tak podzielić te marzenia na te realne i te mniej realne? 😉 jak myślicie?
pozdrawiam

życie jest piękne, niczego nie żałuję!! 4 listopada 2004 r.


Nie mogę odkładać na potem tego, co mogę przeżyć teraz…. Chcę i będę robić i żyć tak by gdy przyjdzie ona [śmierć] nie mieć żalu, że odchodzę, że czegoś nie zrobiłam … cieszyć się każdą darowaną chwilą życia …

Wiecie.. mogłabym nawet odejść w tej chwili… Takie piękne było moje życie do tej pory. Mimo nieszczęść które przeżyłam, mimo tych złych chwil… Żal by było, tego co jeszcze mogłoby się wspaniałego wydarzyć, szczęściem ominięcie tego co nieuniknione złe i przykre… ale co tam…
i tak jestem szczęściara :))

* * *

życie, czy los jak kto woli, ma dziwną skłonność do „kumulowania” przeżyć… jak nie dzieje się nic w naszym życiu to nic a nic… spokój a nawet nuda, monotonność, ale jak już zacznie… człowiek nie wie co ma ze sobą zrobić, jak reagować, jak się odnaleźć w nowej sytuacji…

jesteśmy tu na chwilę… 12 paźdzernik 2004 r.

 

Ależ te życie czasami robi niespodzianki, ależ potrafi zaskakiwać i wystawiać na próbę :))

Dobrze, że wystawia na próbę, że pomaga nam sprawdzić się w sytuacjach ekstremalnych – pomaga nam zrozumieć i lepiej poznać siebie. A przecież to nie jest takie proste! jesteśmy tak skomplikowani jak mocno skomplikowane i pogmatwane mogą być nasze emocje i uczucia.

Człowiek to przecież emocje… a emocje to zwierciadło naszej duszy… a dusza to myśli i emocje… dusza to my.

Dusza jest zamknięta w ciele… jak w więzieniu… na chwile przez chwilę uwięziona w przypadkowym ciele… nim zdąży się naprawdę przyzwyczaić i nauczyć czerpać z życia, już wadliwe zużywające się ciało ją ogranicza, już musi odejść…

„Nauczmy się wreszcie kochać wady naszych bliskich, bo najprawdopodobniej tylko wówczas jest szansa, że wady nasze również będą dla Nich mniej znaczące, a kto wie… – może i „kochane”…?:

[…]nie łam się, mimo wszystko trzeba wierzyć w prawdziwą miłość a bycie kochankiem… no nie wiem czy to dobry pomysł – niszczysz życie nie tylko sobie ale i jej [pomimo tego co się napatrzyłeś na imrezkach integracyjnych – nie wszyscy tak żyja, niektórzy maja zasady] ale nie mi oceniać nie mi pouczać….

uczucia, mysli, duch – to ważne 28.08.2004 r.

Dziwne, jak moja dusza potrzebuje tych innych „uduchowionych” rozmów… o wartościach, o rzeczach oczywistych, o których ludzie starają się nie rozmawiać (np. czas, przemijanie, ból istnienia, sens istnienia…)

Jeszcze do niedawna jakoś się obywałam… to przez te moje pisanie… wkońcu się odważyłam, zmobilizowałam – zaczęłam istnieć naprawdę -ta cząstka mnie zostanie gdy już mnie nie będzie… i wiem że daleko mi do ideału poetki, pisarza czy kogokolwiek – ale ja już zrobiłam pierwszy krok, już się wyróżniłam z tłumu – jestem, mówię, piszę, tworzę …

Na co dzień sprawy codzienne, przyziemne, problemy dnia codziennego… a coś więcej??? Gdzie jest, kiedy na to przyjdzie czas? Czy go akurat wtedy nie zabraknie? Czy nie możnaby w jednej chwili, zmienić priorytety, obrócić świat do góry nogami, zniszczyć pieniądz, władzę przez którą są wojny, zacząć rozmawiać o wszystkim czego potrzebuje nasza dusza a nie ciało… W końcu to dusza jest najcenniejsza….

Tu na Ziemi jednak liczy się wszystko co cielesne:.. ciało, materia, rzecz, pieniądz jako sposób na zdobycie tego wszystkiego…
a uczucia? myśli? duch? do tego przecież nie potrzeba nic, tylko serce i drugi człowiek…

wirtualny świat 27.07.2004

Wirtualny świat, czat – każdy tu jest inny niż w życiu, nie da się tu być takim jak w życiu. Poznajmy się lepiej od drugiej „strony”

Wiecie? jest nas tyle milionów, a nawet miliardów, więc czemu jesteśmy tacy samotni i tak ciężko jest znaleźć „tę” właściwą osobę? Czemu tak wielu z nas jest skazanych na bycie samym ze sobą, lub jeszcze gorzej: bycie z kimkolwiek nieważne z kim? [to już chyba desperacja….]

jak patrzę na was wszystkich to mi żal i przykro się robi… bo mi się udało a wy musicie dalej szukać… dlaczego my wszyscy nie możemy być jednakowo szczęśliwi, jednakowo bogaci, jednakowo kochani? Gdzie jest sprawiedliwość która dałaby wszystkim po równo? A może to lepiej? Wkońcu wszyscy jesteśmy tak różni, tak wyjątkowi i tak indywidualni.

eech ten świat…

Już lepiej stać mocno nogami w chmurach…