Paulo Coelho „Być jak płynąca rzeka – Myśli i impresje 1998-2005”

Chciałabym, by każdy człowiek umiał znaleźć w tym co robi/cokolwiek robi: radość, sens, powołanie (…) i wszystko to co składa się na jego własną historię. Żyć własną legendą, tworzyć ją.. Tak  jak ten pianista.. Tak łatwo zgubić to co ważne ‚dostosowując’ się do tempa i ‚priorytetów’ tego świata..

__________________________
Paulo Coelho „Być jak płynąca rzeka – Myśli i impresje 1998-2005”
Z portugalskiego przełożyła Zofia Stanisławska-Kocińska:

FRAGMENT:

Być jak płynąca rzeka
Milcząc w środku nocy
Bez strachu przed jej mrokiem
Gdy na niebie gwiazdy – być ich odbiciem
Kiedy niebo zaciąży chmurami
A chmury jak rzeka wodą się staną
Być ich odbiciem beztroskim
W spokojnych głębinach
Manoel Bandeira

„Pianista w centrum handlowym”
Chodzę rozkojarzony po centrum handlowym w towarzystwie znajomej skrzypaczki. Urszula pochodzi z Węgier i obecnie jest gwiazdą dwóch międzynarodowych filharmonii. Nagle chwyta mnie za ramię:
– Posłuchaj!
Nadstawiam uszu. Słyszę głosy dorosłych, krzyki dzieci, dźwięki dobiegające z telewizorów w pobliskim sklepie ze sprzętem elektronicznym, stukanie obcasów o kamienną posadzkę, czyli dobrze znaną i wszechobecną muzykę rozbrzmiewającą we wszystkich centrach handlowych na świecie.
– Czyż to nie wspaniałe?
Mówię, że nie widzę w tym nic nadzwyczajnego ani wspaniałego. Ona na to:
– Fortepian! – I patrzy na mnie z wyrzutem. -Ten pianista jest wspaniały!
– To pewnie jakieś nagranie.
– Niemożliwe.
Wsłuchuję się uważniej i przyznaję, że muzyka grana jest na żywo.
Ktoś gra sonatę Chopina i gdy wreszcie udaje mi się skoncentrować, dźwięki instrumentu wybijają się z otaczającego nas zgiełku. Przemierzamy pasaże pełne ludzi, sklepów, promocji, rzeczy, które -zgodnie z reklamą – ma każdy, oprócz ciebie i mnie. Dochodzimy do części restauracyjnej. Ludzie jedzą, rozmawiają, dyskutują, czytają gazety. Jest też atrakcja, którą centrum handlowe przygotowało dla swoich klientów.
Artysta muzyk i fortepian.
Gra dwie sonaty Chopina, potem Schuberta i Mozarta. Ma nie więcej niż trzydzieści lat. Tabliczka ustawiona obok małej sceny wyjaśnia, że jest słynnym pianistą z Gruzji, jednej z byłych republik radzieckich. Pewnie szukał pracy, wszędzie mu odmawiano, stracił nadzieję, zrezygnował, w końcu wylądował tutaj.
Jednak mam wątpliwości, czy rzeczywiście jest obecny. Zdaje się mieć przed oczami inny, magiczny świat, w którym powstały grane przez niego utwory. Poprzez grę dzieli się miłością, swoją duszą, radością, wszystkim, co w nim najlepsze; latami nauki, wytężonej pracy i żelaznej wprost dyscypliny.Nie mogę pojąć jednego: że nikt, dosłownie nikt nie podszedł, by go posłuchać. Ludzie przyszli tu kupować, jeść, rozerwać się, obejrzeć wystawy, spotkać się z przyjaciółmi. Obok nas przystaje rozmawiająca głośno para, która po chwili idzie dalej. Pianista tego nie widzi, wciąż rozmawia z aniołami Mozarta. Nie zdaje sobie też sprawy, że ma publiczność składającą się z dwóch osób, z których jedna, utalentowana skrzypaczka, słucha go ze łzami w oczach.
Przypomina mi się pewna kapliczka, w której natknąłem się na dziewczynę śpiewającą dla Pana Boga. Ona jednak była w kaplicy, to miało jakiś sens. W tym przypadku nikt nie słucha, nawet Pan Bóg.
Nieprawda. Bóg zawsze słyszy. Bóg objawia się poprzez duszę i dłonie tego człowieka, który daje nam to, co ma najlepszego. Nieważne, czy ktoś go doceni, nieważne, że za swoją grę dostaje pieniądze. Gra tak, jakby się znajdował w mediolańskiej La Scali lub w paryskiej operze. Gra, ponieważ to jest jego przeznaczenie, radość i powód, dla którego żyje.
Zaczynam odczuwać wobec niego wielki szacunek, szacunek wobec człowieka, który przypomniał mi najważniejszą prawdę: każdy z nas ma do wypełnienia swoją własną historię. Koniec, kropka. Nieważne, czy ktoś nas wspiera, krytykuje, ignoruje, toleruje – robimy coś, bo takie jest nasze przeznaczenie tu na ziemi i to jest właśnie źródło naszej radości.
Pianista kończy kolejny utwór Mozarta i po raz pierwszy zwraca na nas uwagę. Dyskretnie pozdrawia nas wytwornym skinieniem głowy, odpowiadamy tym samym. Jednak po chwili wraca do swego raju i może lepiej go tam zostawić, by nie zraniło go nic z tego świata, nawet nasze nieśmiałe oklaski. Ten człowiek powinien być dla nas wszystkich przykładem. Gdy wydaje nam się, że nikogo nie obchodzi, co robimy, pomyślmy o pianiście. Przez swoją pracę rozmawiał z Bogiem, reszta nie miała żadnego znaczenia.

Autor: agnecha

czasem wierszem piszę..

4 myśli na temat “Paulo Coelho „Być jak płynąca rzeka – Myśli i impresje 1998-2005””

  1. Tak.. właściwe miejsce i właściwy czas. Na ile to jest przypadek, a na ile plan Boga? Na ile wrodzony talent, a na ile ciężka praca? Tak czy inaczej, to co dobrego i pięknego robimy ze swoim życiem potrafi obudzić takie uczucia także w innych ludziach. Upiększa, ubogaca, nadaje sens..
    Zachwyt, aplauz też, ale to co się rodzi w sercu ludzi (emocje, wzruszenia, przemyślenia itp.itd) jest największą nagrodą dla każdego artysty.. Zazdroszczę bycia i przeżywania na żywo koncertu Pani Ireny. Piękne

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ten pianista, lub jego mama byli we właściwym miejscu jak Pan Bóg talenty rozdzielał. Ludzie, których spotkałaś w jego otoczeniu nie mieli odrobiny wrażliwości. To dość bolesne doświadczenie dla artysty. Byłem kiedyś w Chicago na koncercie Ireny Jarockiej realizowanym w restauracji. Miałem podobne odczucia. Ze znajomymi robiliśmy dla niej głośny aplauz po każdym utworze i dzięki temu zaśpiewała dla nas na bis kilka piosenek Edith Piaf. Były piękne

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: