„Kiedy rodzice się rozwodzą..” Anna Mieszczanek*

Kiedy rodzice się rozwodzą, myślą zwykle: uff, wreszcie koniec tej udręki.
Ale tak naprawdę to początek zupełnie innych problemów, o których mało kto – decydując się na rozwód – myśli.


Bo nagle okazuje się, że z tą samą partnerka czy partnerem, z którym nie umieliśmy się dogadać – dogadywać się jednak trzeba. Choćby dlatego, że sąd rodzinny zwykle poprosi rodziców o plan opieki rodzicielskiej, który trzeba dogadać, ustalić, uzgodnić. No i jak to zrobić? Przecież myśmy się zupełnie nie dogadywali – mówią rozwodzący się rodzice. Gorzej:  najczęściej wciąż, mimo rozwodu, ze sobą walczą. O uznanie, o szacunek, o to, kto jest lepszym człowiekiem, lepszym rodzicem, kto jest w porządku, a kto całkiem nie. 
Jeśli rodzicom uda się trafić do mediatora, żeby przygotować plan opieki rodzicielskiej, jest szansa, że pomału zaczną ze sobą rozmawiać, może nawet słyszeć się wzajemnie, może nawet szanować potrzeby tego drugiego – nawet jeśli wydaja się dziwaczne. Wtedy, trochę nieoczekiwanie, jakby przy okazji, mogą odkryć o co właściwie ze sobą walczą albo ostatecznie zgodzić się z samym sobą na rozstanie.  A jeśli już pojawi się ta świadomość – a świadomość zawsze leczy – mogą wreszcie naprawdę zauważyć i poczuć nie tylko siebie samych ale dziecko, które cierpi. I mogą zastanowić się i poczuć czego ono w tej piekielnie trudnej sytuacji potrzebuje.

Wszystko czego potrzeba rozwodzącym się rodzicom to jakieś minimum przytomności i świadomości siebie. Jeśli tego zabraknie – dzieci będą cierpieć.

Dzieci są dość tajemniczymi istotami, żyją w świecie trochę magicznym i dlatego maja jedną nieprawdopodobną  cechę: jeśli dzieje się coś złego, zawsze biorą winę na siebie. Żeby nie wiem jak absurdalne wydawało się to dorosłemu. Więc po pierwsze: siebie obwiniają o rozwód rodziców. Jasne więc, że od w miarę przytomnych rodziców należałoby wymagać, żeby i jeden i drugi rodzic umiał i chciał rozmawiać z dzieckiem o tym i zapewniać je, że nie jest winne – przeciwnie, że jest niewinne.

Niestety, dzieci potrzebują obojga rodziców. I to nie tylko na poziomie potrzeb psychicznych ale na poziomie energetycznym. Potrzebują i męskiej i kobiecej energii, męskiego i kobiecego klimatu, który stwarza całość dziecięcego świata. Dlatego tak ważny jest kontakt dziecka z obojgiem rodziców. Jeśli nie da się tego spokojnie ustalić, jesli sam widok partnerki czy partnera po rozwodzie jest za trudny – trzeba szukać pomocy psychologa, terapeuty rodzinnego czy chocby mediatora. W miarę dorosły i w miarę poukładany czlowiek potrafi sobie w końcu poradzić z wlasnymi uczuciami i reakcjami – i zadba o dziecko.

Kiedy rodzice się rozstają, dzieci czują się dosłownie rozrywane na dwie części. I dzieje się to także w tych rodzinach, w których jest dużo przemocy czy  alkoholu. Kiedy podświadomie „znajdą” już  jakiś mechanizm obronny, dzięki któremu dadzą sobie radę z sytuacją, że nie mogą być jednocześnie w dwóch miejscach – bo mama i tata mieszkaja oddzielnie – przychodzi nastepny problem. Niezaleznie od tego, czy widuja oboje rodziców czy tylko jednego, są „miedzy młotem a kowadłem”. Jesli będę się fajnie bawił z ojcem, co powie potem mama? Przecież ona ojca nie lubi. Jeśli przypadkiem pochwale się, że zrobiliśmy z mamą wspaniałą wycieczkę – co powie tata? Przecież tata nie lubi mamy. Tak zacznie się nieustający konflikt lojalności owocujący później ukrywaniem własnych uczuć,  przydawaniem wiekszej wartosci zawsze komuś innemu, a nie sobie, powodujący kłopot z podejmowaniem decyzji.
Kiedy jednego z rodziców brakuje fizycznie, bo drugi rodzic zabrania kontaktu – w zabarwionym magicznie świecie dziecka będzie w jakiś sposób obecny i konflikt lojalności będzie trwał, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Dzieci długo nastawiane wrogo wobec drugiego rodzica potrafią stać się „opiekunami” rodzica przedstawiającego siebie jako ofiarę drugiego. Biorą na swoje barki nie swoje zadania i obowiązki i często przez wiele lat „niosą” nie swoje ciężary, nie mogą żyć własnym życiem i nawet nie zawsze o tym wiedzą.  Jako „opiekunowie” swoich mało przytomnych rodziców zyskują fałszywe poczucie mocy, które utrudnia im potem realistyczne ocenianie siebie, innych, świata. Cierpią jako dorośli, kiedy muszą zmierzyć się z „przebraniem”, w którym wiele lat żyli, kiedy próbują odkryć samych siebie.

________________
Anna Mieszczanek – polska publicystka, redaktorka, animatorka społeczna, psychoedukatorka w konfliktach i kryzysach rodzinnych, wieloletnia mediatorka rodzinna. Autorka publikacji bestsellerowego wywiadu-rzeki z Wojciechem Eichelbergerem pt. „Jak wychować szczęśliwe dzieci” a także „Modlitwa o demokrację z wisienką”.

*) Tekst, który publikuję wyżej napisała Ania ponad pięć lat temu specjalnie na moją prośbę dla jednego z portali dla rodziców. Przeglądając stare e-maile trafiłam na niego i – żeby nie zgubić w tym gąszczu – publikuję, bo uważam, że jest ważny i wart przeczytania.

Zdjęcie pobrałam z portalu https://dziecisawazne.pl/rola-taty-w-rodzinie-dzis/

Autor: agnecha

czasem wierszem piszę..

4 myśli na temat “„Kiedy rodzice się rozwodzą..” Anna Mieszczanek*”

  1. Też tak myślę. Ze wsparciem kogoś kto się zna na relacjach ludzkich i psychologii jest łatwiej, bezpieczniej i na pewno więcej błędów można uniknąć. Dzieci są najmniej winne/niewinne, a obrywa im się najbardziej, często uraz na całe życie 😦

    Polubienie

  2. Obowiązkowo powinno się rozwodzić z pomocą psychologa, mediatora. Dramatyczne są te walki o dzieci i złe nastawianie do siebie, manipulowanie emocjami i uczuciami.
    Obserwowałam chłopca, który miał bardzo dobry kontakt z ojcem, a po rozwodzie matka zrobiła z syna kartę przetargową, odizolowała ojca i dziadków, tak ich ukarała za miłość. Dziecko już osiem lat nie widziało ojca ani dziadków. I nie ma siły, aby to zmienić mimo spraw sądowych.
    Serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

  3. Manuelu, nie wiem, którego fragmentu dotyczy „scenariusz dla par, które zamierzają zakończyć związek z małymi dziećmi”. Tłumacz coś musiał źle przetłumaczyć. To Rodzice się rozstają ze sobą, a konsekwencje tej trudnej decyzji ponoszą nie tylko oni, ale i dzieci. „Scenariusza”, a może bardziej jakiegoś planu/procedur działania/ (?)opieki psychologicznej/mediacji w tym życiowym zawirowaniu, potrzebują wszyscy uczestnicy: i rodzice i dzieci. To bezpośrednio rzutuje na przyszłość i późniejsze odbieranie świata.. Dorosłemu nie jest łatwo poukladać siebie po tym przeżyciu, a tym bardziej dziecku.Tak myślę, tak odbieram problem tylko swoją empatią, bo mnie los takiego przeżycia na szczęście oszczędził.

    Polubienie

  4. Bardzo ciekawy artykuł. Wyjaśnij scenariusz dla par, które zamierzają zakończyć związek z małymi dziećmi.
    Rozwód zawsze będzie w tej sytuacji problematyczny, ale jak mówi dziennikarz,
    słusznie, musisz najpierw pomyśleć o dzieciach, aby trauma nie dotknęła dzieci tak bardzo.
    Dobry punkt w twoim wpisie.
    Manuel Angel

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s