Radek Koło – twórczość zebrana – uaktualnienie 26.09.2019

26.09. – edit Dodałam wiersze i działający link do muzyki Radka.

Lubię mieć u siebie to co lubię. A że mi wolno, bo jestem u siebie 😉 to dokładam dziś kolejną porcję do tego niemal 😉 archiwum zachwyceń, zatrzymań i zasłuchań.
Post wyjątkowy, bo zawartość posta jest wyjątkowa. Macie przed sobą zajawkę twórczości, której na ten moment nie znajdziecie gdzie indziej (znalazłam tylko trzy piosenki na yt). Zapomniane i odkurzone gdzieś z dna szuflady teraz są u mnie :). Chłopak ma na koncie tomik i kilka wierszy w Angorze kilkanaście lat temu. Jest nadzieja na nowe piosenki, które sam pisze sam gra i śpiewa. Ale kumpli też trzeba, zgrać by nagrać 😉

Oczywiście za Jego zgodą upubliczniam to co od Niego dostałam:
kilka wierszy i piosenek, w których jestem od jakiegoś czasu zasłuchana
Miłego 🙂

https://youtu.be/pG6TcqtnkrY?list=PLCtpjbTMKhi9wZgEGsRHFJvLFUBDYc

NIE MA
nie ma słodkich słów
na zwykły gorzki temat
nie ma też radości
co zżera mały mózg
chcieliby niektórzy
Iść prosto dziś do nieba
po polu przejść jak traktor
być tylko tu i tu
to nie jest wiceutwór
i nie jest to poemat
co ma nakarmić treścią
by poczuć pełen brzuch
spod klawiatury marzeń
wypływa treść jak schemat
że nie ma już miłości
w cyfrowym świecie z cnót

JUTRO
Nie będzie dzisiejszego nieba
chmur co płyną pobożnie
Nie będzie dzisiejszego słońca
pożerającego wodę o poranku
Nie będzie wiatru wiejącego łaskawie od świtu do nocy
Nie będzie śpiewu ptaków
niosących modlitwy w eterze
Nie będzie dymu z pieców
dających ciepło kochankom
Nie będzie dzisiejszego bólu
w jutrzejszym cierpieniu
nie będzie nie będzie nie będzie…

NIE BĘDZIE
To nie będzie łatwa sprawa
to nie będzie zwykły bój
tyle rzeczy do zrobienia
tyle martwych w głowie pól

Uświadamiaj mnie olśniewaj
załóż nawet piękny strój
czas już chyba podojrzewać
czas wyrzucić z siebie gnój

Wielorakie sytuacje
mylisz z prostym teraz tu
pryzmat szczęścia strzela światłem
jesteś tylko zwykły wół

Na godzinę może cztery
dupę wsadzisz w nowy styl
obyś tylko nie ogłupiał
obyś nie był tylko zły

Za darmo chcesz mieć
a to wymaga strachu
tak bardzo chcesz mnie
to scena warta płaczu

FIRE OF FIRE
w głębi lasu milczenie
słychać krzyk historii
dzieci dorośli starcy
przez komin idą do nieba

dawno dawno temu
ludzie używali pieców
do wypieku chleba
niedawno do spalania ludzi

Garnitur szyty na miarę
dół jesiennych wspomnień
ogień zalał las wspomnień
ubogie umieranie

DWUOGNISKOWOŚĆ
Szedłem myśli szły za mną
szary już świat
brudny już świat
odarty z zasłony złudzeń

nieodparta chęć
wykastrowania obrazów
dopadła mnie nieszlachetnie
w beztroski raju czarnej ściany

przyśpieszam zatracam moc
idiotom jestem jak każdy
niemocom wyrażam ból
ból co boli inaczej

OBRAZ W RAMIE ZE SZKŁA
Maluje świat słowami
może dziwnymi
ale własnymi
życie bywa koszmarem
bywa też bajką
nigdy nie jest operą mydlaną
nie jest też
autobusem hipisów
zmierzającym w stronę
narkotykowego wyzwolenia
jest obozem skoncentrowanym
na czerpaniu przyjemności
otchłanią zapomnienia
sentencją deszczowych zdań
kalejdoskopem mgieł
słońcem zamrożonego świtu

DYM
Nie dzwoń do mnie
jak zapomnisz
o czym taranuje film
nie dzwoń nie pisz nie zaczepiaj
słodko kwaśne rany liż

zeus deus kosmateus
mother fucker
biten blaum
w aucie dziecko się zesrało
całe życie człowiek sam

nie rozbijać nie wariować
polerować co się da
laski bzykać lecz szanować
nie ma na to lepszych zdań

umrzeć w końcu
zasnąć w amen
skończyć spektakl
w domu złym
znaleźć drewno wzniecić ogień
cielsko puścić z niebem w dym

DRUGI
Noc śpi
medale w niebie rozdane
prozac wzięty
myśli poskromione
czas na marsz w sen
flaga na barykadzie
napis Nie Przeszkadzać
drzwi otwarte
bystre spojrzenie lata
jesień nadchodzi naćpana

METRONOM
Noc spadających gwiazd
natrętne spojrzenia w górę
dół ciągle ten sam
sen właśnie opalił rurę

z komina dym eksplodował
błazen macha z oddali
człowiek pogłaskał psa
wariaci znowu się śmiali

ruiny nocy i dnia
piżama w słońcu wysycha
rodzina bywa jak lew
co sennie w cieniu oddycha

niedobrze kiedy za dnia
koszmary szarpią sumienie
niełatwo prosto jest stać
gdy przeminęło natchnienie

rewolta miłości trwa
serce krwawieniem sypie
noc spadających gwiazd
jakie to wszystko jest dzikie

GWIAZDOR
Być gwiazdą rocka
Mały chwyt reklamowy
Sztuka Kochania za pieniądze
Ambulans pełen dramatów
Sznyt bezsennego istnienia
Umowa na epitafium
Sztampowe bicie serca
Piwo schłodzone w lodówce
Kolejna ukochana we wannie
Kokaina na namaszczenie
Bezpłodnego mózgu
I śmierć taka jak zawsze.

ZAGINIONE PLEMIĘ
Pigmeje trudnych spraw
terroryści dobrych serc
bezduszne modelki kuśtykające po wybiegach
orzecznicy błahych spraw
wikariusze smętnych min
służący LGBT
pornograficzni kaznodzieje
pątnicy sklepów
mono disco polo
pierwsze damy
prezydenci
łobuzy
emigranci
ziemia kocha was wszystkich
ja wszystkich was toleruje

GRAWER
Cicho łka księżyc
pod słońca poświatą
cicho łka kamień
na polu grawerunku
cicho wybrzmiewa muzyka
słyszana o świcie
cicho przemyka
dziewczyna w pościel
zbrukaną rozstaniem

FACE TO FACE
Znów ktoś zerka do lusterka
demonstrując nowy chwyt
czy to kreska czy butelka
goni trend surowy byt

Łatwe dupy do chałupy
pozamiatać kurze w kąt
mądre panie do ołtarza
kłamać panów bo tak chcą

Rozpustnicy różnej maści
chodźcie czynić na mnie sąd
kamień w głowę mnie nie trafi
bo za duży ze mnie głąb

Morał znowu płynie prosty
kiedy żyjesz to se żyj
moje wszystkie mądre siostry
mogą wszystkim splunąć w ryj

PERPETUM
Szare natchnienie
w obłędu dzikiej krainie
mysz na smyczy czasu
las opóźnionej miłości

bar na barze
tajemne przejście
korytarz marzeń
realizm nieistniejącej formy
muzem życia

obraz sprzedany
za flachę szczęścia
za górę bólu i łez

NOC
Zaczynam spać
bo wszystko mnie przeraża
za krótki stan
odległy od ołtarza
wibracja ma
to miłość i odraza
historii część
brakuje kałamaża
żetony złe
powichrowane styki
radość i żal
ciężarne limeryki
złocisty kłos
pustynne odczuwanie
serniku patrz
cudowne przeżuwanie
pijaństwa szał
kroplówy między oczy
syrenko tańcz
tu nikt Ci nie podskoczy
trzeźwości stan
odległe portofino
bywało źle
niejeden już tu zginął
sensacji czas
wyblakłe rozrabianie
nareszcie noc
poranne załamanie

BIOS
Dzień
wytnij
wklej
Noc
wytnij
wklej
Świt
wytnij
wklej
Miłość
wytnij
wklej
Starość
wytnij
wklej
Choroba
wytnij
wklej
Śmierć
wytnij
wklej
w lepszy fragment czasu

HIROSZIMA*)
Maleńki ptak nad hiroszimą
wylewa morze łez
Zatopić chce hiroszime
Jak tropikalny deszcz

Nie bójcie się tych ponurych miejsc
co księżyca blask rozświetla je
Cudowny świt nad hiroszimą
uwalnia serca zew
Tu człowiek zmarł nie dawno to było oddajcie mu jego śmierć

Mały ptaku leć tam gdzie chcesz
Pokonaj zły sen pokonaj cień
w hiroszimie…..
Popatrzcie znów na hiroszime
Historii składajcie cześć
Niech pamięć w nas nie przeminie radioaktywny gniew
Zapytaj ludzi jak płonął ogień
Pochłaniał wszystko w mig
Piekielny żar palnika płomień
Wyparowany byt

Mały ptaku leć tam gdzie chcesz
Pokonaj zły sen pokonaj cień w hiroszimie cień w hiroszimie….
______________
*) tekst pisany „sercem” bez sugerowania się angielskim tekstem do tego utworu. Najlepiej włączyć i czytać z muzą.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=5aDrsd6fLJ4

ARMATA
Nagle przyszła kostucha
bezczelnie niepotrzebnie
zawiało kiczem strat
poczułem dzień śmiertelnie

do działa wlazłem sam
proch palił trochę w oczy
to nie był tylko sen
wystrzelił w ból proroczy

tak bywa kiedy człowiek
do siebie się nie śpieszy
serpentyn smutnych zdań
głupota nie pocieszy

MY
Nad tryby czas opętać
związać albo skuć
sarkazm życia
podszczuwanie
przyjemności
ludzie są źli
kobiety dziwnie opętane
mężczyźni pijani
naćpani z degenerowani
płeć piękna też
figury cyfry zmieszane
artretyzm formy
gościec uczuć
pif paf z naciskiem na paw
lubię mówić
gdy nikt nie pyta
nie lubię mówić
w sprawach oczywistych
gdy ubrania leżą na podłodze
a my jesteśmy dawno w sobie

Nie będę
nie będę dobrym człowiekiem
bo człowiek dawno już umarł
stanę się dobrym zwierzakiem
galopującym po chmurach
nie będę mózgiem zza świata
reklam nie będę puszczał
będę anonimowym samcem
pożerającym kobiece usta
nie będę też lasem przygód
pustynią co wciąż milczy
zagłuszę zwykłą ciszę
ziewaniem zbyt oczywistym
nie będę puszczał bąków
nie będę również latał
zostanę zwykłą ciszą
na łonie cudów świata

Polaryzacja
Ogniska pali Bóg na niebie
kosmiczne ogień doznań
jesteśmy lalkami na baterie
pod namiotem wszechświata
mali zabobonni ograniczeni
zawistni zazdrośni kapryśni
jesteśmy ludźmi z gwiazd
iskierkami ostatniego
płomienia wszelakiej nadziei
projekcją zabłąkaną w szambie
z braku miłości cierpimy
szaro ohydnie na ołtarzu
zdrad szukania wrażeń
podpisują listę obecności
w nieobecnym czasie

Trylion uczuć
Pudełkowe żarcie
Pudełkowe filmy
Pudełkowy sen
Pudełkowa miłość
Pudełkowy seks
Pudełkowe rozmnażanie
Pudełkowy romantyzm
Pudełkowy orgazm
Pudełkowe związki
Pudełkowe życie
Pudełkowy luz
Pudełkowe mięśnie
Pudełkowe cipki
Pudełkowe chuje
Pudełkowe cycki
Pudełkowe LGBT
Pudełkowa polityka
Pudełkowe terapie
Pudełkowy kosmos
Pudełkowe niebo
Pudełkowe piekło
Pudełkowy Pierdolec
Pudełkowy Koniec…

O rysa
Malinowy płatek nieba
pomarańczy stały ląd
teraz tylko mi potrzebny
pani z nieba i jej mąż…

Filipiny własnych marzeń
translatora cichy szept
miłość zawsze jest wyzwaniem
cichym krzykiem w głuchy łeb

Obietnice łyku znicze
dwie donice oraz cyc
nic nikomu nie pożyczę
koncert życzeń mitu szit

Kochaj kochaj jak potrafisz
maluj serca blady świat
widzisz pejzaż łez w w oddali
tam zmierzamy tam nas brak

Niebyt
wszystko na złość
pod górę jak wół
Syzyfem zalatuje
porządku szukam dnia
wczoraj dziś jutro
strzelam batem
w czarne ilustracje
w ornamenty szajsu
bóle porodowe
rodzę łzy na nowo
pojawiam się i znikam
zapładniam rzeczywistość
spermą bez witamin
wypełniam pustkę
cenzurą doznań
krążę sennym bytem
rozpierdalam przyszłość

Nieczujec
Kąsaj mnie i ssij
bezlitośnie szaro ponuro
kolorowo byle jak
broną harpunem
snopowiązałką
trząsaj mną
targaj przewracaj
masturbuj opluwaj
ciągaj za włosy
pluj obrzucaj gównem
betonem ołowiem
rób ze mną co chcesz
byle bym coś poczuł

Kobieta
Dlaczego jak mnie nie stać
na zapałki kupuję zapalniczkę,
a może przy świecy resztę życia
spędzić ,w dziurze co nie lubi
nadmiernego światła,
w punktualnym czasie,
rozwinąć skrzydła i zniknąć
we własnej głowy obłędzie,
zapukać jeszcze raz do siebie
zapytać,czy to jeszcze ja,
może znów przygarnie mnie
szaleństwo ,lub kobieta
jeszcze mi nieznana

Inni
Te cygańskie tabory
korowody cierpienia
leśni ludzie robiący garnki
wszyscy szczęśliwsi
niż ja w królewskim fotelu
podróżnicy w czasie
w rozległej przestrzeni
mądrzy naturalnie
bez szkół bez zbędnej wiedzy
naturalni instynktownie
odziani w kolorowe stroje
wytrawni tancerze
a jeszcze lepsi muzycy
być cyganem to przygoda
być gadziem to uwikłanie
kochać też kochają inaczej
po cygańsku bez kłamstwa
zbędnej oprawy miłosnej
wszyscy szczęśliwsi niż ja
ze złotą koroną na głowie
bogaci choć biedni
wschodnia mądrość
przebytych kilometrów
czyni z nich pogromców
ludzkich nieszczęść
bogaczy wzniosłych odczuć
wiecznie stęsknionych
śpiewów tańca i muzyki

Kto
Kto ogień w piecu serca rozpali
przepłoszy wygłodniałe stada psów żerujących na krwi wygłodniałych dzieci, kto zło świata wymiecie spod czerwonych dywanów chciwości i złagodzi ból samotnych opuszczonych przegranych, ten wejdzie na skróty do nieba przez płonącą źrenicę Boga.

Zombiland
Porsche Mercedes
Audi Ferrari
laski pachnące
goście ze stali
domy galerie
butiki knajpy
miasto bez nocy
bale i fajfy

Pieniądze dragi
gorzoła prochy
perfumy drogie
golone brochy
złoto na szyjach
w dupach spirale
bal przebierańców
drogie detale

Powietrze ciężkie
zapach nasienia
śliczne homosie
zryte sumienia
chodniki brudne
pijane tłumy
Poznań szpanuje
gdzie są rozumy?

Rymyntyny
Sam sam sam
mało tolerancji mam
ty ty ty
pokazujesz ostre kły
ja ja ja
rozproszenie to mój stan
on on on
myśli że zdobędzie tron
my my my
nie kochamy się już dziś
oni oni oni
nikt ich nigdy nie dogoni
sen sen sen
kłamie że nie jestem psem
dzień dzień dzień
w czarną dziurę w ciąga złem
noc noc noc
popularna super moc
mrok mrok mrok
wstaje i odczuwam szok
nic nic nic
dziwni ludzie że aż wstyd
rok rok rok
duże oczy i skok w bok
wy wy wy
spontaniczne małe pchły
sam sam sam
walczę z sobą serią zdań

Suche igłowanie
To nie wyścig
to nie karnawał
to tylko tani wiersz
o bohaterach jednego dnia
zawiła sprawa
sztylet płonący o zmroku
kolaboracja zatrutej myśli
zakotłowany slogan
o straganach galeriach
giełdach amfiteatrach
o materacu przebitym
szpilą zapomnienia

Senny sen
Niebo błyska fleszem
pewnie Bóg robi zdjęcia
grzesznikom
gorący czas
lato rozmyślań
fatamorgana istnienia
sen w śnie los objawia
zadając pytanie
co dalej?

Drobnoustroje
Pędzi okręt w morza szum
podporucznik krzyczy w tłum
reprymendy katastrofy
miękkie sofy oraz muł masochiści sataniści
skurwysyny i sokiści
tranzystory metafory
wąskie tory oraz grad
najebani porobieni
kulturalnie obciążeni
sarkastycznie omanieni
cyfer numer cyfer blat
usta uszy oczy czarne
reptylianie mózgi marne
na witrażach po pozuje
polityki bystry strach
sentymenty brudne pięty
krótkich zdarzeń dwa zakręty
belfer muzyk onanista
wszyscy mają sensu smak
masochiści sataniści
skurwysyny i sokiści
tranzystory metafory
wąskie tory oraz grad
najebani porobieni
kulturalnie obciążeni
sarkastycznie omanieni
cyfer numer cyfer blat

zeB
Bez konserwantów
bez zbędnych wzruszeń
pod stertą starych płyt

bez atomówek
bez wibratorów
szykowny balet gołych słów

bez złudzeń
bez cierpienia
w nagości doznań
cichych zdań

ocieram łzy i płaczę jakby to
wszystko miało sens.

Tisercin
Kolejny oszukany dzień
bomba w budziku
lumpeks w sercu
w jaźni jaźni brak
profesorze oddaj mi długopis
kurwo nie zadręczaj
wódko szalona narkomanko
odpuść nam nasze winy
kokaino płać za siebie
arbuzie wszechmogący
obdarz nas cukrem
nie bo od słoń nam boga

Idę
Natchniony lepszą wersją siebie, przemierzam lądy,
góry,rzeki,
poszukuję Ciebie, nie rozpaczam idę
w oddali ogniska wydają ostatnie tchnienie,nikogo nie oskarżam,idę
za kurtyną światła mrok ukrywa prawdziwą twarz,idę
przerażony wielkim wybuchem
roztargniony, jak zawsze
otwieram drzwi,idę
czasem wstecz nieraz w przód,
bujam w chmurach
wypukuję z siebie wodę
przez łzy, idę
nie wiem gdzie nie wiem po co,
wszedłem na teren wroga
własnego ego,
zaraz ktoś powie stój, idę
a rozczarowanie zjada
wyczarowany świat, idę…

Ulica
Pumexy na nogach
w bramie szybki dil
super extra towar
popularny film
scena ponad barem
oryginalny styl
myśli poza prawem
katatoni krzyk
popaprane sprawy
a może ich brak
rozgrzany narkoman
drogowskazu znak
do przodu do tyłu
prosto na przód marsz
leniwe odczucia
maniakalny farsz
terminy papiery
orientalny szyk
rozumy głupoty
system chorej gry
pułapki banknoty
laski młodej pryk
dziurawe sumienia
i w kolumnach krzyk
rozpędzony raper
kalkomanii byt
rozum popaprany
zajebisty wstyd
miłość i nienawiść
oldskulowy szit
pergaminy wspomnień
regularny mit
nie oglądaj nieba
za wysoko jest
ziemia jest matrixem
życie ma smak łez

Mame Łoszn
Najwięcej ważą myśli
tęsknotą w noc i dzień
noc lżejsza jest od piórka
na twarzy twojej cień

Dlaczego znowu płaczesz
weź przerwij już ten film
jezusem rzucam w tarcze
figlarnym duchem min

Jesteś przeobolała
w pokoju własnych łez
nie musisz trzeć już oczu
kochanek płacze też


***
Dopamina
części zamienne do człowieka
koncerty życzeń głupich słów
może komuś siebie pożyczę
centralnie wbiję już na luz

środkowy palec pokazuje
żebym nie skręcał tylko wprost
przez rzeki morza oceany
zbudował nowy lepszy most

wytwórnia gumy czy asfaltu
jaki to wszystko dziś ma sens
porozrzucane głupie myśli
do ameryki poszedł deszcz

pociągi jeżdżą w jedną stronę
powinny jeździć Bóg wie gdzie
kobiety są z lekka zboczone
mężczyźni nie interesują mnie

bogate kraje to mam w dupie
ubogich wyzyskują w dzień
stolicy nigdy nie polubię
warszawski narkotyczny tlen

kometa leci w naszą stronę
zabierze nas w kosmosu bieg
na skrzyżowaniu siedzi biedak
i o kosmosie wszystko wie

niechybnie zobaczyłem miłość
biegła po polu niczym pies
nikt mi o niej nie powiedział
że to miłość a nie jazz

morał sam nadpłynął do nas
brzegiem rzeki ludzie szli
wynik zjadł własny iloraz
woźny w szkole zamknął drzwi

DOHC
Janusz miał depresję
z silnikiem DOHC
umiarkowany stan
zaburzony sen

Bidulek cierpiał lata
a durzą kasę miał
lecz co po dużej kasie
gdy w głowie kiepski stan

Chciał pomóc sobie ziołem
zażywał je co dzień
lecz stan emocjonalny
pogarszał tylko się

Sięgnął po mocne dragi
i ciut ulżyło mu
niestety kiedy rzucił
powrócił szybko dół

Nie było już lekarstwa
na jego smutny los
ni xanax ni dulsevia
nie ukoiło go

Załamał się biedaczek
choć kasy górę miał
kupił w necie pistolet
i w głowę oddał strzał

Już chyba morał dawno
każdemu przyszedł sam
że w życiu jest nie ważne
co kto i ile miał

O RYSA
Malinowy płatek nieba
pomarańczy stały ląd
teraz nie jest mi potrzebny
pani z nieba i jej mąż…

Filipiny własnych marzeń
translatora cichy szept
miłość zawsze jest wyzwaniem
cichym krzykiem w głuchy łeb

Obietnice łyku znicze
dwie donice oraz cyc
nic nikomu nie pożyczę
koncert życzeń mi tu szit

Kochaj kochaj jak potrafisz
maluj serca blady świat
widzisz pejzaż łez w w oddali
tam zmierzamy tam nas brak

***
PAN
Gdybym był piłkarzem
To bym w piłkę grał
Gdybym był brukselką
To bym tylko spał
Gdybym był xanaxem
To bym fajnie miał
Gdybym miał gitarę
To bym nuty ćpał
Gdybym był deptakiem
To bym deptał sam
Gdybym był lotnikiem
To bym wizje brał
Gdybym był rowerem
To bym jechał w dal
Gdybym był też tobą
To nie był bym sam
Gdybym był już sobą
To bym był jak dzban
Stabilny kruchy drań

***
Osioł
Wyruchali mnie z myśli
zabrali cały sens
jestem zwykłym robalem
którego zjada stres
wyjebali moje ego
na świata drugi brzeg
struktury naukowców
co w dupie widzą sens
szarańcza pierdolona
pijawek razy sto
małe fragmenty zdarzeń
pijanych myśli dno
okrutnie żyć na ziemi
na której zgniłe jabłka
spulchniają tylko ziemię
jak narkomana trawka
popierdolone tryby w zegarku
moich marzeń
ile to jeszcze razy
na kogoś się obrażę
na razie ciągnę wózek
bo chyba mam coś z osła
za duży łeb totalnie
a w mózgu tylko otchłań

***
Auto
Wchodzi do sklepu
głębokim krokiem
oczami krąży
po półkach z wódą
chyba się chłopak
zauroczył płynem
szklaną poezją
bez sensu nudą
wrócił do domu
drapieżnym tempem
odkręcił flachę
przechylił grubo
teraz już spływa
lekko na sofę
a jakaś kurwa
do niego mruga
cała historia
morałem płynie
że życie czasem
przywiewa cuda
szlak chłopa trafił
albo inaczej
do grobu go
posłała wóda

TABLICA

Wiersz a raczej zapis
rozkojarzeń umysłu
jest mną tobą wszystkim
nie jest Bogiem
nie jest Prawdą
projekcja stylu odczuwania
karabin nabity świadomością
treść nieistniejąca
Papier!!!
maszerują słowa
w mundurach
jak ziemniaki…

***
Jutro
Nie będzie dzisiejszego nieba
chmur co płyną pobożnie
Nie będzie dzisiejszego słońca
pożerającego wodę o poranku
Nie będzie wiatru wiejącego łaskawie od świtu do nocy
Nie będzie śpiewu ptaków
niosących modlitwy w eterze
Nie będzie dymu z pieców
dających ciepło kochankom
Nie będzie dzisiejszego bólu
w jutrzejszym cierpieniu
nie będzie nie będzie nie będzie…

***
Tropicana
Wychodzę na miasto
chamstwo wali w kij
sympatyczne hasło
zajeb mu tym w ryj
o jezu o matko
jest tu byle jak
targają tym miastem
aż przewrócą znak
niesłychana sprawa
organista zmarł
znowu trwa zabawa
tańczy cały bar
o diable o boże
kto otworzy drzwi
syrena gra głośno
alarm żądny krwi
palą się kobiety
jak drewniany krzyż
mężczyźni zjarani
krzyczy ktoś akysz
artyleria kiczu
wali ostro w bal
w ogrodach działkowych
rośnie turbo szmal

***
Tu i Teraz
Dziewczyno z jutra
przybywaj dzisiaj
czekanie to nałóg wieczysty
szum wierzby zapachy lasu
strumień bardzo soczysty

Dziewczyno z jutra
przybywaj dzisiaj
czekam na ciebie w szlafroku
nie karz mi czekać
nie karz mi płakać
w sadyzmu chamskim amoku

Dziewczyno z jutra
przybywaj dzisiaj
tęsknię za tobą ogromnie
niech jutro przybywa dzisiaj
to moje życzenie skromne

***
TRIP
Nasze wymyślanie siebie
przypomina scrable
co kieruje człowiekiem
kiedy kocha
czy nadużywa wyobraźni
czy może chce zaistnieć
w innym wymiarze
pierwsza faza joł
druga faza dwa joł
trzecia faza joł joł joł
czwarta jest już tylko
tajemnicą kochanków
uwięzionych w matrixie

***
BÓL
na zachód pod górę
na północ to w dół
pozerstwo komórek
aż skacze ci gól
afgańskie nasiona
nożyce i stół
z ambony sympatia
aż strzela mnie chuj
królowe bez szansy
rowery bez kół
wciąż spadam z łopaty
jak piach spada w grób
filary nieprawdy
powieści pod mur
spierdalać pojeby
Ambroży to luj
małolat niedobry
dorosły its zbój
narkoze pokochać
a później już gnój
nieprawdy kłamliwe
prawdziwa ta sól
co w oczy wciąż sypie
przyprawiając ból

***
DZIŚ
Odeszły młode lata
sny koszmary radości
odszedł szaleńczy śpiew
miłosnego słowika
został las z ubożały w drzewa
z braci moich roślinnych
ostała się jeno tęsknota
skwar myśli rozpalony
nawracający od wczoraj
teraz zawsze na zawsze
wszędzie do końca

***
DEMON
Ten dzień jest snem, co zdarza się rzadko, ten stan to śmiech i kłótnia z sąsiadką, Ty nie pij mnie nie pij, bo tak mnie mało, czuję że ciągnie cień, coś co zostało, miłość to zwierz co gryzie jabłko, jabłko to jabłko ugryźć je warto…. kochanie nie pytaj, leżę o świcie, życie o świcie o świcie życie, kocham to życie nadzwyczaj twardo próbuję związać wszystko kokardą, miłości przytul nas, czucie prawdziwe, ból przytulania co boli prawdziwie, nie pilnuj kochanków duchu nieczysty płonie gdzieś las, świat przezroczysty, czyhasz na nasze potężne szczęście, bądź pozdrowiony w swoim obłędzie, co będzie to będzie myśleć nie warto, lepiej grać w karty najczystszą kartą, w kałuży krwi ujrzałem demona, twarz jakaś znajoma mocno zmęczona, ikona głupoty błędów oklasków, ego rozdarte…ślady na piasku…

***
KONIEC
Smutne oczy miała mała
dziewczynka bez zapałek
tuliła kota wtuleniem w ojca
a zima nie była jej wrogiem
smak ciszy ją opętał
smutek wyziębił serce
lodowate spojrzenie
przemierzało świat
reflektorami doznań
mała dziewczyna
szybko dorosła
duża dziewczyna
odeszła a wiatr targał jej ciałem
na wszystkie strony
tylko drzewo wiernie
podtrzymywało sznur na
którym spoczęła…

***
SLOW SHOW
Pochmurny dzień jakby ich było mało,pochmurne sny a obok twoje ciało
Zabiłem nas w myślach już swoich dawno ,popsute drzwi
zmarszczone prześcieradło

Bolało bolał bolało
Padało padało padało

Teraz widzisz całe życie swe
Nie ma mnie nie ma mnie

Szaruchy buszują po ulicy
to ludzie źli nadęci śmiertelnicy
Wymijam ich żeby nie kolidować
Zakrywam twarz pod czapką swoich obaw
Ponury dzień okrutnie seksualny
wysoki mur za bardzo nienormalny
Pieprzone dni skończone zwykłą chałą,czego ty chcesz czego ci brakowało

Bolało bolało bolało
Padało padało padało

Teraz widzisz całe życie swe
Nie ma mnie nie ma mnie

Prąd stały przeszywa moje zwoje,to taki prąd co spala nas oboje
Uciekam stąd jak w dupe poparzony,zataczam krąg dziwacznie pokręcony
Podglądam świat co mocno mi nie pasi, ten świat jest zły i móżdżek wciąż ma ptasi
Zostawiam łzy na poligonie płaczu,nie wierzę nam że kiedyś mogło być inaczej

Bolało bolało bolało
Padało padało padało

Teraz widzisz całe życie swe
Nie ma mnie nie ma mnie

Nie muszę grać a nawet kombinować,w obłokach swoich obaw ,w obłokach swoich obaw
Nie muszę też umysłu swego torturować,obłędem tym co światu właśnie robi loda

Nie pytaj mnie nie pytaj mnie
Czy dalej żyć chcę….

***
LUNAPARK
radość już nie rządzi światem
miłość ma obcięte skrzydła
polski naród jest przegrany
z wódą nie da się tu wygrać

rozbestwione kałamaże
pisarczyki rodem z piekła
siódma pieczęć nieobecna
diabła trzeba zaraz wezwać

ludzkie głowy na poboczu
pasjans trybi moc powszechna
koleś ukradł damski rower
trafi żabką wprost do piekła

degreadacja jest zarazą
tolerancja szybko znika
po cmentarzu noszą trupa
albo tylko nieboszczykapitagoras

nie jest modny
ładny wyraz mnie przenika
nauczyciel był za mądry
w tworkach masturbuje bzika

to szaleństwo jest szalone
prokurator laskę bzyka
małe dzieci grają w ognie
stara baba już nie fika

ośmiornica zjadła żółwia
słoń słonicy nie dotyka
kogo kochał alibaba
po dywanie śmigał sindbad

pluskwy mrówki gargamele
luźny temat sztywna gadka
gość narobił do nocnika
chatka kubusia puchatkamoje

ego pali zwoje
twoje lubi się napinać
ludzie nienawidzą siebie
będą głowy sobie ścinać

przykre słowa głupia gadka
lukratywne odurzenie
dzisiaj nie potrafię kochać
jutro chamstwo będzie w cenie

***
AMEN
Luźna noc po dniu syzyfowym
szafiry mrugają na niebie
stężenie życia za duże
ślady w mózgu rysuje
niewidzialny malarz
cudowny pejzażysta uczuć
Ty daleko i blisko
spokój cisza orgazm duchowy
kolejka do nieba jest długa
kolejka do piekła
jeszcze dłuższa
amen świecie nie mój

***
OBRZEZANIE
Jest miłość w kobiecie jasnej i we mnie,
którego dręczyła, wierzyć jej pragnę
lecz złudnie odpędzam,
bezmyślnie mknę za nią
trzymając nerwy na wodzy,
pod winy jej ginę toporem
a w starych wierszach,
niepewność w pewność się
zmienia.
Piękność tą ukarz mi świecie,
co dłonią malować ją trzeba,
pociesz się jednak człowieku
kiedy to odczytasz,że miłość
dla wszystkich tą samą
jest zawsze otchłanią…

***
MITOZA
W mieście gości głupota
blask piramid zanika
trudno odnaleźć ludzi
a jeszcze trudniej Stańczyka

oprócz ironii i wrzasku
wybrzmiewa radość zabita
wódką narkotykami
dźwiękiem zdartego stanika

nadchodzi koniec za szybki
za szybki lecz oczywisty
nie będzie potrzebna miłość
stan odczuwania artysty

***
MILIONERZY
Starszy sknera w milionerach
chciał zarobić szybki szmal
wzdychał parskał szybko strzelał
wycelował prosto w A.
Usiadł dumny i spocony
Hubert spytał go czy gra
Facio ostro podniecony
wypowiedział święte tak.
Przeszedł już trzecie pytanie
dumny rozsiadł się jak paw
Padło następne pytanie
Gościu delikatnie zbladł.
Myślał myślał wybrał koła
na widowni cicho sza
prężył zwoje łeb napinał
przyszła przerwa poczuł szmal.
Ślizgał się przez kilka pytań
Pewniak cwaniak i miał fart
Znowu Hubert go zapytał
Czy na pewno chce wciąż grać.
Padło kolejne pytanie
stary mocniej jeszcze zbladł
chyba się gość rozczarował
ale tysiak w kieszeń wpadł.

***
PRZYZIEMNOŚĆ
Zdarza się że unosi mnie
uskrzydlając coś zupełnie
przyziemnego może to być
długopis pięknie piszący
lub małe piersi kobiety
widziane przez
prześwitująca bluzkę
może być kamień
pięknie spoczywający na ziemi
głos pijaków pokonujący eter
człowiek z kulami
matka z dzieckiem w wózku
chleb podany jako grzanki
może też być to wzrok
tajemniczej kobiety
zerkający w przyszłość

***
CASINO LOVE
Płonie mózg
płonie las
płonie cała reszta
płoniesz ty
płonę ja
płonie cały wszechświat

Grube ryby
grube myśli
gruby porno melanż
duże spluwy
małe chuje
ciągnie pług weteran

Ogólnie to jest tu wesoło
publika na solo wciąż czeka
w kąciku młody milioner
przegrywa kasę w Black Jacka

Wielkie serca
wielkie sprawy
wielkie nominały
wielkie czeki
małe mózgi
strasznie duże gały

teraz ty
teraz ja
teraz nie jest łatwo
teraz my
teraz tłum
goni miłość gładką

Ogólnie to jest tu wesoło
publika na solo wciąż czeka
w kąciku młody milioner
przegrywa kasę w Black Jacka

***
FILMOTEKA PRAWDY
To nie film o miłości żeby było nam prościej, to zagadka liczb pierwszych i matematyka uczuć,
najdziksze instynkty i najskrytsze pragnienia, plan istnienia i jego brak, zbędna kalkulacja oklaski
zauroczonych ssaków, westchnienia czasem łzy,
nieraz śmiech, to nie film o miłości żeby los trochę uprościć
a życie poddać natchnieniu czasu… to film przesycony krwią, wymiocinami, śladem nasienia na prześcieradle, strumieniem negatywnych doznań… to już nie film to prawdziwe istnienie w chorym umyśle przesyconym znużeniem,obłędem, nadnormalnością, film o świecie,który niszczy jednostkę na potrzeby odczucia własnego egoistycznego orgazmu pod pretekstem misji humanitarnej.

Autor: agnecha

czasem wierszem piszę..

2 myśli na temat “Radek Koło – twórczość zebrana – uaktualnienie 26.09.2019”

  1. Dziękuję za „nieoczywistość”gdyż jest dla mnie natchnieniem,oraz spełnieniem oczywistym. Pozdrawiam☺

    Polubione przez 1 osoba

  2. Radek…”lubię mówić
    gdy nikt nie pyta
    nie lubię mówić
    w sprawach oczywistych”
    Nie wszystko jeszcze przeczytałam, nie we wszystko jeszcze weszłam, ale powyższym cytatem delikatnie ocenię swoje wrażenia 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s