wirtualnie to też realnie #3

Długo zastanawiałam się, czy publikować ten tekst. Może będzie tylko na chwilę? Nie wiem. Tymczasem sobie jest.. CZATERIAKtóregoś dnia miałam lepszy dzień [to taki, gdy pewność siebie każe lekko ruszyć skrzydłami i wznieść się wierząc w siebie]. Chciałam podzielić się z kimś wirtualnym zakątkiem. Rzadko to robię na priv, a tym razem odważnie zaszalałam [może … Czytaj dalej „wirtualnie to też realnie #3”

Długo zastanawiałam się, czy publikować ten tekst. Może będzie tylko na chwilę?
Nie wiem. Tymczasem sobie jest..

CZATERIA
Któregoś dnia miałam lepszy dzień [to taki, gdy pewność siebie każe lekko ruszyć skrzydłami i wznieść się wierząc w siebie]. Chciałam podzielić się z kimś wirtualnym zakątkiem. Rzadko to robię na priv, a tym razem odważnie zaszalałam [może i trochę bezmyślnie] podałam adres www nowemu koledze – NA OGÓLE. Krótka ‚po wierzchu’ rozmowa na ogólnym. PYK noc, kolejny dzień [święto], potem wieczór.

Wieczorny czat. Jest. Znowu krótko na ogólnym. Przeczytał myśli na stronce, ale dziś nie chce rozmawiać, potrzebuje czasu, by to przerobić [hmm?!]. Dziś ma poważne zadanie i nie może odwalić fuszerki. Musi się skupić. Czatuje będąc w pracy?!
Wiem, jak czat rozprasza. Nie chcę rozpraszać. Szybko oceniłam ze swojej perspektywy – to wszystkim przychodzi bardzo łatwo. Krótko, bez wnikania w szczegóły, ucinam rozmowę – ułatwiam ‚wyjście’. Każę zamknąć czat i szybko żegnam. bez wnikania – „szanuję”.
Jednak czuję, że coś jest nie tak. Przeczucie każe zajrzeć na chwilkę do niego na priv i jednak dopytać.. albo choćby powiedzieć dziękuję za poświęcony mi czas i cześć.
..I teraz czuję się jak ostatnia nieczuła zołza.
Poważne zadanie okazało się pierwszą samotną nocną opieką nad sparaliżowaną Babcią. 93 lata, dziarska staruszka ogarniająca do tej pory nie tylko siebie nagle uziemiona w łóżku. Świadoma, ale z zanikami. Pierwsza samotna noc, pierwsze tak poważne zadanie.. Kto opiekował się ten wie, zna ten strach. Tu była PANIKA NIEZNANEGO PIERWSZEGO RAZU i to wcale nie przyjemnego 😦

Ktoś kto miał małe dzieci.. noworodek, niemowlak.. strach jest podobny.. tu niemowlę – masz się zaopiekować, ubrać, przebrać, zareagować, gdy płacze. Kruche ciałko, nieznane potrzeby..zależne w całości ODE MNIE. On nie ma dzieci. To znaczy ma, dwa aniołki, które odeszły nim zdążyły się urodzić. [Najgorsze to przeżyć śmierć własnego dziecka.. i to dwa razy.. serce mi się łamie na samą myśl..]
A teraz MA przed sobą dorosłe dziecko. Bliskie choć takie obce, w ogromnej potrzebie. SAM SAMIUSIEŃKI w nowej bardzo trudnej sytuacji.
Rozumiem już panikę. Nie wie, jak przetrwa noc, jak wytrzyma do rana. Aby do 8-mej, aż przyjdzie wybawienie – przyjdzie jego zmienniczka – Ciocia.
Babcia – to dorosła osoba, a nie dziecko. Boi się, bo Ona Go poznaje, nie poznaje. I tak na zmianę. Jak poznaje.. mówi, że chce umrzeć, jak nie poznaje wyczuwa Jej strach, że się bardzo boi. Sam przy niej boi się już głośniej oddychać, bo ma wrażenie, że za głośno to robi.. [tak samo cicho się oddycha, gdy pragniesz snu dziecka, by tylko nie obudzić..]. A przecież ona słabo słyszy.. Aby tylko spała..


Jest na czacie – szuka ratunku – jednak nie jest tak całkiem sam..
Przeraża mnie myśl, że będę musiała go zostawić samego. Że też akurat dziś mam na rano.. Nie mówię tego. Próbuję rozmawiać. Współczuję. Ciągnę, by się wygadał, by wylał strach.. podzielony na dwa ma mniejsze oczy..

Babcia na razie śpi, ale niespokojnie. Rozmawiamy. Okazuje się, że PIERWSZY dorosły pampers jest już za nim.. Nie wie, czy zrobił to dobrze. I nie wie, kto to gorzej zniósł Ona czy on.. [Przypomniałam sobie siebie i mojego pierwszego pampka u dziecka.. pierwszy pierwszy w wielkim strachu, z przełamaniem.. właśnie czego? Odpychającej fizjologii? Nie wiem. Coś w tym takiego jest, że trzeba się przełamać i wrzucić w naturalny odruch, w normalną czynność higieniczną nie siebie, ale innej kochanej potrzebującej osoby]
On nigdy tego nie robił, nie zdążył. Dwa aniołki odeszły zanim mógł spróbować..
 [Najgorsze co może być.. przeżyć śmierć własnego dziecka. Boli na samą myśl :(] I na pierwszy rzut od razu dorosły pampers.. Jesssu.. co powiedzieć?
„Ma leżeć i otulać jak majty” – próbuję rozładować napięcie sytuacji.
I znów ciężka myśl.. Bożż.. jakie to okropne.. mnie kiedyś też ktoś pewnie będzie musiał tak obejść.. wstydzę się na samą myśl, czuję bezradność i bunt tej kobiety. Niezależna, samodzielna do tej pory teraz sparaliżowana tak, że nawet szklanki wody nie sięgnie. Blisko końca wszystkiego 😦 Teraz nie dziwię się, że jest niespokojna.
Nagle:
„Boże, ona się rusza!”
Znów czuję jego panikę. Widzę strach i bezradność. Strach jest taki, że przez myśl przechodzi paranoiczna wizja podnoszącego się na łóżku ‚obcego’ nieboszczyka.
Jakby chora Babcia miała trwać i spać całą noc całkiem nieruchomo. Obcy? Nie! To przecież chora Babcia! Żywy człowiek, bliski! Dorosła osoba, a jest jak dziecko. Taka bezbronna kruszyna, uzależniona od innych.. Fizycznie uziemniona świadoma tego co się dzieje. To .. ‚rozwala’ 😦
Uspokajam. Najpierw siebie. Szybko myślę.. sytuacja.. – ja – co.. jak bym czuła.. co bym zrobiła.. SPOKÓJ!
„Spokojnie! Pogłaszcz po głowie. Spróbuj coś zanucić..”
Za chwilę wyskakują literki ulgi, z wykrzyknikiem:
„to działa! pomogło!!! rany boskie do 8-mej tu zejde”
Ja też czuję ulgę. Pierwszy poważny kryzys za nami. Opanowany. Wie już jak może reagować i że czułość działa [uwielbiałam tak uspokajać moje dzieci, przytulić i czule głaska po włosach zahaczając o czoło i oczy.. też działało]

Mam dopiero [a może już?] 40 lat i znam to uczucie bezradności i uziemnienia, gdy z dnia na dzień ból zwala z nóg i sprawia, że czujesz się.. ŻE JESTEŚ niepełnosprawny. Ból, napuchnięcie i unieruchomienie stawów do tego stopnia, że nie można wstać z łóżka, chodzić, wziąć do ręki i utrzymać szklanki. Zapięcie głupiego guzika to wyczyn.. Miałam przedsmak mojej starości. Atak RZS.. 😦 Wolałabym mieć szczęście i odejść nagle nie przeżywając tego, i oszczędzić tego współbólu bliskim.. ale mnie to czeka 😦 Wiem, że to mi pisane, miałam przedsmak.. żyję świadomiej, umiem cieszyć się życiem bez bólu BARDZIEJ.. doceniam
Czy mnie też moi będą się tak bały moje dzieci? Czy moja choroba też tak ich sparaliżuje? Czy stanę się tak ‚obca’? Będzie ktoś by pogłaskać i uspokoić? Sama zaczynam się bać. Wizja chorej starości jest okropna.. Przeraża

Babcia znów śpi. Dalej rozmawiamy. Nie zmieniamy tematu. Niech się oczyszcza, niech mówi..
Okazuje się, że choć to Babcia, to jakby najbliższa osoba. Nie ma już Mamy od 11 lat. Ciężka historia płynie lawiną.. Długa choroba, cierpienie i ból, które trzeba było przejść i przetrwać. Przeżyć. Wtedy pierwszy raz czat „ratował” mu życie. Dwa lata stawiał się na nogi.. Koił ból. Zniknął z czatu z dnia na dzień. Teraz znów wrócił..
Czat mu pomaga jak jest trudno. Wspomina o moim zakątku. Miał zdrzemnąć się w dzień, ale nie dał rady [tak jest, gdy czuje się niepokój – jak coś dręczy, męczy to nie można spać, choć chce się się bardzo, sen nie przychodzi]. Miałam wyrzuty sumienia, że poświęcił cały świąteczny dzień na czytanie moich myśli. Ale teraz wiem/rozumiem, że mu w jakiś sposób pomogły – oderwały go. Znów mi miło. Znów ‚złapałam’ zgubiony ostatnio sens..
„Rany boskie, chyba się przebudza!”
Na ekranie kłująca cisza – boję się, co u niego się dzieje!? Daje radę
„fałszywy alarm, chyba :X  trochę się wierci ale leży”
Dopiero 1 godzina! jak ja dotrwam do 8-mej? Do rana daleko.. i tak blisko. Presja, że NAPRAWDĘ muszę już iść spać, inaczej będę nieprzytomna jutro [pracując z małymi dziećmi jest to mocno nie wskazane]. I naprawdę nie chcę go zostawiać samego.. Jeszcze chwila, Rozmowa o pracy. Pewnie jutro weźmie wolny dzień, bo niewyspany pracownik to nie pracownik. Ma dobrą szefową. Szanuje ją bardzo dlatego w pracy nie czatuje. [Wspominam, w myślach tylko, mojego dobrego szefa i czas w podwarszawskiej Zielonce. Robi mi się tęskno. Miałam, szefa który pozwalał na wszystko, robiłam swoje, a On to doceniał, wspierał. Musiałam uczyć się robić WOLNIEJ. Uwielbiałam tą pracę. Do tej pory nie wierzę, że miałam takie szczęście spotkać tak swej drodze tak dobrego człowieka. Społecznik z niezniszczalną wiarą w ludzi z niesamowitymi pomysłami do realizacji. Wiem, że to gdzie jestem, a nawet jaka jestem zawdzięczam nie tylko sobie, ale i Jemu, szansom jakie mi stworzył [szkolenia, kontakt z ‚innym światem”], opowiadaniom nie tylko o tym jak było, ale i że można inaczej i realnym przykładom i przede wszystkim wierze w ludzi, którą w sobie ma. Idea dobra wspólnego, banki czasu, kooperatywa, ekowioska, anarchia wyzwolona, inicjatywa oddolna, ALTER, Zielone Brygady, D.Bolier, A.Mieszczanek, Abramowski, A.Milicki..inny świat, który przede mną otwierał.
Moja strona i agnecha powstała zrodziła się na jednym takim szkoleniu – uczyłam się tworzyć www – w html’u jeszcze. Odrobinę wcześniej pierwsze próby zapisywania myśli w formie wierszy.. To było prawie 20 lat temu! Stary adres na republice.. samodzielnie tworzona od podstaw stronka agnecha.republika.pl. Tej platformy już nie ma, dlatego wordpress. agnecha została 🙂 sentyment..

Z miłych wspomnienio-przemyśleń wyrywa mnie znów panika.
„rany boskie, znów się rusza”
Nareszcie są literki..
„kołdra jej spadła
przykryłem
pogłaskałem
a ona do mnie
dziękuję że nie śpisz”
To co przeczytałam rozbraja mnie, rozczula. Mam łzy wzruszenia w oczach..
Taka czułość rozbraja..

..wiem, że czas na mnie. Już druga, wstaję o 6-tej. Sławne „nie chcę, ale muszę”. Jak Mu to powiedzieć, że za chwilę zostanie sam na sam z Babcią. Resztę nocy.. Sam przychodzi mi ‚na ratunek’, jakby czytał w tej chwili mi w myślach. Czasem rozmawiając wirtualnie to się zdarza -> jakbyś czytał komuś w myślach, w jednej chwili piszesz to samo lub podobne myśli, co osoba z drugiej strony ekranu.
Pyta o której dziś wstaję.. nie kłamię, mówię jak jest. Martwi, że będę nieprzytomna
„wiesz co, już mi ok, jestem spokojniejszy
I wyjdę stąd z tobą” i załącza potrójne uśmiechy szczęścia :)))
„to będzie mimo wszystko dobra noc”

.. przeczytać coś takiego mając w pamięci to co było na jej początku.. ULGA.
Przerażenie, panika zniknęły. W Jego słowach czuję spokój i pewność siebie. Dałam adres e-mail, by rano napisał jak przetrwał noc. Bo tu nie wiadomo czy spotkasz drugi raz. Ludzie pojawiają się i znikają z dnia na dzień, z chwili na chwilę. Stałe nicki są ‚pewniejsze’, stalsze ale też nie wieczne. Obiecuje, że napisze.
Z ulgą i .. dziwnym zadowoleniem z siebie zamykam okno.
Byłam potrzebna, przydałam się w trudnej chwili drugiemu człowiekowi.. potrafiłam być i pomóc. To duma z siebie? Nie lubię przyznawać się do dumy..
Z drugiej strony kołacze się trudne pytanie- pokłosie tej niesamowitej rozmowy:
Jak ja zdam ten egzamin, gdy przyjdzie moja kolej??
Szybko usypiam z tym dysonansem uczuć w sobie..

Rano, jeszcze przed pracą sprawdziłam pocztę. Były aż trzy wiadomości z nowego adresu – trzy po kolei. Relacje, których się nie spodziewałam.. dosłownie co godzina. Ostatnia bardzo krótka, ale pełna pozytywnych myśli. Bo strach ma jednak wielkie oczy i mimo wszystko o byłą dobra noc. I ta dla mnie naj najważniejsza „Już mogę zostawać sam z Nią, dam radę : ))) „

PS. PROSZĘ, niech teraz ktoś mi powie, że czat jest bez sensu, że to złodziej czasu, że iluzja, że nie ma znaczenia. Znów poszarpałam sobie myśli. Czuję, że dotarło do mnie coś ważnego..

Autor: agnecha

czasem wierszem piszę..

Jeden komentarz na temat “wirtualnie to też realnie #3”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s