„MARTYNA” – Janusz Leon Wiśniewski

Cytaty pochodzą z książki pt. „MARTYNA” – Janusz Leon Wiśniewski Znalezione obrazy dla zapytania "MARTYNA" - Janusz Leon Wiśniewski

 

„jutro” to było o całą wieczność za późno.


Magda wyciągnęła z metalowej kasety, którą trzymała w nocnej szafce, zapisaną drobnym pismem kartkę. Napełniła winem szklankę po herbacie, wypiła duszkiem, usiadła na podłodze i zaczęła czytać. Nie, wcale nie czytała. Zamknęła oczy i recytowała. List, który ojciec napisał do niej przed jej urodzeniem. List do nienarodzonego jeszcze dziecka, na które czeka i za którym tęskni.


(…) dowiedziała się o blogu. (…) Zeszyty spod sprężyn dane do przeczytania całej elektronicznej wiosce.


(…) ci wszyscy faceci przychodzą do nas, aby się „napatrzeć, podniecić i przeżyć coś chemicznego”…


(…) na standardowe pytanie, co studiuje, odpowiada, że „bardzo lubi po francusku”, więc romanistykę.


Bo teraz są nie tylko dobre czasy na preparaty typu wash’n’go, ale także na męskie preparaty typu fuck’n’go.


Najgorzej, gdy ma bardziej pomarszczony brzuch niż mózg.


(…) mężczyzna powinien mieć pewien minimalny poziom czułości.


(…) chciałabym ssać jego mózg. To znaczy jego mózg także.


Nie byłam nawet powietrzem. Co najwyżej próżnią.


Głupia jesteś jak sanki.


„wrażliwość z odkrytym brzuchem zaraz za Firewallem”. Niedostępna i niebezpieczna.


(…) łapać karpia, czyli „carpe diem”.


Jeśli kilka razy nurkujesz do szafy dla faceta, to tak naprawdę już chcesz, aby zdjął ci majtki. To na nich powinnaś się skupić i zapomnieć o reszcie.


Istnieli tylko oni oboje i nie istniał świat.


Masz w sobie tę ciekawość dziecka i pociągającą wrażliwość.


Słowa są największym oszustwem, na które faceci nas nabierają.


Anioły po prostu są, nie muszą nic mówić, nie udają, że cię znają. (…) Anioły są tylko dla Ciebie.


Zawsze, gdy telefon nie dzwoni, wiem, że to Ty…


(…) ma mniej seksu w sobie niż wieszak biurowy.


(…) przeżywa każdy dzień swojego życia jak dziecko, które rodzice pierwszy raz wzięli do Disneylandu.


Pęka kryształowe serce…


(…) sposób, w jaki mężczyzna traktuje swoją żonę, jest wyrazem jego stosunku do kobiet.


Przydrożne latarnie zasnute mgłą wyglądały jak otulone watą lampki na choince.


(…) nie jest meblem, który można przewieźć do nowego mieszkania, gdy ma się na to ochotę.


(…) swój świat (…) nie ma wcale kodu pocztowego. Bardziej niż współrzędne geograficzne wyznaczają go ludzie…


Człowiek jest człowiekiem tak naprawdę dzięki mowie.


Zachwycające w słowach jest to, co można dzięki nim przeżyć. I jakich przeżyć dostarczyć innym.


Jedni cytują Biblię („Na początku było Słowo i Słowo było przy Bogu, i Bóg był Słowem”), inni przywołują do pomocy genetykę, twierdząc, że zdolność mówienia to nic innego, jak tylko wynik ewolucyjnej mutacji genu na chromosomie Y oraz obecności krótkiej sekwencji genów FoxP2 na chromosomie 7. To rzekomo (badania są w fazie na tyle początkowej, iż nie można uznać ich za fundament nowej teorii) dzięki mutacji chromosomu Y i proteinie kodowanej przez FoxP2 ludzie mają podarowane przez ewolucję mózgu obszary odpowiedzialne za mowę. I jest to fascynujący podarunek. Pod względem złożoności i możliwości porównywalny do kodu DNA. Gdyby założyć, że ludzie używają w potocznym języku 10 tysięcy rzeczowników i 4 tysięcy czasowników (oglądając ostatnio telewizję, przekonuję się, że jest to zbyt optymistyczne założenie), to używając gramatyki, można połączyć te rzeczowniki i czasowniki w ponad 6,4 biliona zdań składających się z pięciu słów. Gdyby założyć, że do wypowiedzenia każdego z tych zdań potrzebowalibyśmy tylko jednej sekundy, to wypowiedzenie wszystkich zajęłoby ponad milion lat. Kobietom oczywiście kilka lat mniej. Z pewnością też wypowiedziałyby ważniejsze zdania na początku.
To, czy w drodze od niezrozumiałych pomruków Homo erectus do poezji współczesnego Homo sapiens pomagał człowiekowi Bóg, czy tylko pewne białko, jest dla większości z nas tak naprawdę jedynie naukową ciekawostką. Faktem istotnym dla wszystkich natomiast – często zupełnie nie uświadamianym – jest to, że Człowiek jest Człowiekiem tak naprawdę dzięki mowie. Bez słów nie powstawałyby te idee, które spowodowały, że między odkryciem włóczni a umieszczeniem stacji orbitalnej w kosmosie minęło zaledwie dwanaście tysięcy lat. Ale mowa nie jako nosiciel bynajmniej zachwyca ludzi. Zachwycające w słowach jest to, co można dzięki nim przeżyć. I jakich przeżyć dostarczyć innym.
Po wynalazku Gutenberga z Moguncji ponad 600 lat temu słowa znalazły swoje miejsce w książkach i gazetach. I zachwyt nimi, słowami, się pomnożył. Ludzie zaczęli pisać.
Używając 32 liter, można napisać nieskończenie wiele słów. Składać z nich wypowiedzenia z pracy, wyroki śmierci i akty zgonu, ale można także napisać coś tak genialnego i zmieniającego świat jak Blaszany bębenek.
Fascynacja słowem w książkach to nie fascynacja samą informacją. Gdyby zastosować matematyczny model Shannona do beletrystyki, to okazałoby się, że większość przekazu w książkach jest szumem, a nie informacją w termodynamicznym sensie teorii informacji. Ale ludzie chcą być zatopieni w tym szumie, znajdują w nim bowiem inspirację swoich fantazji i chemię własnych emocji. Kiedy czytam w czasopismach naukowych o analizie sonetów Szekspira z punktu widzenia teorii informacji, to zawsze przypomina mi się anegdota o amerykańskim fizyku nobliście, będącym sąsiadem farmera, któremu nie niosły się z nieznanych powodów kury. Pewnego dnia farmer poprosił noblistę o radę i pomoc. Noblista tydzień po wizycie na farmie zadzwonił do biednego farmera i zaczął rozmowę z nim takim zdaniem: „Bill, na początku załóżmy, że kura jest okrągła…”.
„Na początku było słowo…”. Jeśli faktycznie Bóg jest tym programistą, to i na „początku” Internetu Biblia się nie myli. Na początku Internetu (ponad 33 lata temu) było bowiem słowo. Nawet jeśli miało być inaczej. Mało kto zna tę historię.
Wieczorem 20 października 1969 roku grupa informatyków w centrum komputerowym Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA) miała po raz pierwszy w historii ludzkości doprowadzić do tego, aby dwa komputery zaczęły „rozmawiać” z sobą. Tym drugim komputerem był komputer w Stanford Research Institute (Stanford) w północnej Karolinie. UCLA miało wysłać słowo „log” (które tak naprawdę jest kodem i nic nie znaczy), a Stanford miał potwierdzać odbiór każdej litery jej powtórzeniem.
UCLA wysłało L, Stanford potwierdził: LL. UCLA wysłało O (…) W tym momencie zostało przerwane połączenie. Cały system przestał działać. Na ekranie w Los Angeles zostało „LLO”. I to jest tak niezwykle symboliczne. Amerykanie wymawiają „Hello” bardzo często z głuchym „h”, jako „(he)llo”. „Witam Cię” było pierwszą wiadomością przesłaną przez Internet. I to wbrew woli nadawcy.


Gdyby Jezus dożył siedemdziesiątki, myślę, że nie kochałby wszystkich ludzi.
Tylko niedojrzali i niedoświadczeni ludzie mogą kochać całą ludzkość.


Miłość bardzo często przeplata się z cierpieniem i bólem. Niektóre kobiety bolą odbite kopniakiem nerki.


Jeśli ktoś potrafi zmieszać 5 gramów (sic!) żubrówki, 80 gramów soku jabłkowego i 15 gramów mineralnej bez gazu, sprzedać to Japończykowi jako kultowy francuski drink w barze w Mercure i wziąć za to jeszcze duży napiwek, to potrafi także otworzyć załącznik bez pomocy faceta. Dużo rzeczy można zrobić bez pomocy faceta, chociaż z facetem niektóre mogą być bardziej przyjemne.


(…) włóż Remka do zamrażalnika, bo mu wycieknie cała dopamina i radość życia mu się ulotni.


(…) zauważyłam, że u mężczyzn występuje często interesująca prawidłowość: jedzą u innych kobiet, a zasypiają w łóżkach u zupełnie innych.


(…) miłość jest wtedy, kiedy chcesz z kimś przeżywać wszystkie cztery pory roku. Kiedy chcesz z kimś uciekać przed wiosenną burzą pod osypane kwieciem bzy, a latem zbierać z tym kimś jagody… i pływać w rzece. Jesienią robić razem powidła i uszczelniać okna przed wiatrem. Zimą – pomagać przetrwać katar i długie wieczory, a jak już będzie zimno, rozpalać razem w piecu.


Bycie z człowiekiem, którego się nie kocha, to jak skazanie na dożywotnie galery.


„Optymista Tysiąclecia” jest w stanie wybaczyć wszystko i właśnie dlatego NIE WOLNO go krzywdzić.


Czy można kogoś przestać kochać… zaocznie?


Twoja religia ujawnia się w tym, co robisz po wysłuchaniu kazania. (…) Moja miłość ujawnia się wtedy, kiedy znika przedmiot pożądania.


Jak musieli się czuć, kiedy się żegnali podając sobie dłonie, a chcieli się tak mocno przytulić, jakby można było w jednym krótkim przytuleniu dotknąć serca sercem.


Nasze szczęście było jak dżem w kiepskim pączku… prawie go nie ma.


Szczęście to nic innego jak zdrowie i kiepska pamięć.


Przyniósł mi sok marchwiowy w kartoniku, ponieważ wyglądałam jak anemia postępująca.


(…) jesteś teraz jak młoda wdowa z Andaluzji. Tyle tylko, że one częściej się uśmiechają.


(…) wszyscy w takim stanie się ciągle boją? Tego, że wieczność może skończyć się pojutrze po Teleexpresie albo nawet jutro rano? (…) Myślisz, że miłość i lęk zawsze rodzą się jako bliźnięta? Że to ta sama chemia?


(…) ja się tak boję, że to marzenie, które mi się spełnia, po prostu kiedyś umrze. (…) czasami śmierć marzenia jest nie mniej smutna niż prawdziwa śmierć.


Bo ona czeka po prostu aż jej miłość przyjdzie… I zaprasza go na te zakupy. I on swoje serce co dzień na jej tacy łoży. I ona to serce przyjmuje. I ona się z tym sercem męczy. I ona mu swojego serca tak dać nie może. I dlatego to tak boli…


Wyglądasz, jakbyś umarła i tylko przysłała na ziemię swój cień, by pozałatwiał resztę twoich spraw…


(…) ostatnio chodzę wygięta w jeden wielki znak zapytania.


W ciemnej sali ich oczy rzucały snopy oślepiających iskier. Naładowane elektrycznością powietrze doprowadziło go na brzeg ekstatycznego spazmu.


(…) zepchnięty gdzieś w głąb mojego serca czekał na lepsze czasy.


Teraz znów nasze drogi splótł zaskakujący los.


  • Wiesz co, Magda. Jako mój głos rozsądku potrafisz nieźle mnie wkurzyć.
  • I dlatego mnie kochasz.

(…) nasze wyobrażenia tworzone na podstawie słów ubieraliśmy w rzeczywistość.


Zdziwienie. Ciekawość. Smutek. Wszystko w kolorze zielonym. Ale nadziei nie było. Choć podobno bywa zielona.


(…) wszystko dzieje się poza nią. Jej świadomość w tym nie uczestniczy.


Modlę się o Twojego nieśmiertelność ciała.


(…) serce tak szczelnie zamknęło się w czterech ścianach swojego cierpienia…


(…) wypijesz ze mną wino na swojej ulubionej łące?
(…) I pozwoli mu delikatnie muskać wargami to miejsce tuż za uchem.
Będą jak dwie porcelany alkoholizujące się na środku łąki.


Nawet tęsknota może być nieodwzajemniona.


Zdjęła buty i szła po kałużach.
Celowo wybierała te największe.


(…) prawda nie potrzebuje wielu słów. Więc ona też milczała.


Była jedną wielką totalną niewiedzą.


Martynko, musimy sobie zadawać pytanie o sens życia, dlaczego jest tak, dlaczego nie inaczej, dlaczego nie rozumiem. I nie dziw się, jeśli nigdy nie będziesz spokojna i nie znajdziesz odpowiedzi. Nie możesz jej znać. Nikt jej nie zna. Ale możesz wierzyć. Każdego dnia wstaje słońce.


Im więcej słów, tym mniej treści przypada na każde.


(…) pomóżcie mi, błagam, bo za chwilę rozsypię się na maleńkie kawałeczki.


Do twarzy mi było w Smutku. Zaprzyjaźniłam się z nim nawet. Z Tęsknotą także.


Bo „tęsknić” i „czekać” to prawie to samo. Pod warunkiem, że czekając się tęskni, a tęskniąc czeka.


Ciało, Serce, Rozum, Tęsknota, Czekanie, Smutek, Zrozumienie.
I ja. (…) I jeszcze Dusza.


Bo różnica między Andrzejem a profesorem polegała na tym, że Martyna miała wrażenie, że przy tym pierwszym czuje się jak dziecko stawiające pierwsze w życiu kroki, malutkie, drobniutkie, troskliwie podtrzymywane przez wzruszoną matkę. Natomiast przy profesorze te kroki były jak w siedmiomilowych butach. Na dłuższą metę daleko nie ujdziesz. Bo po prostu się zmęczysz. A jeśli nawet się nie zmęczysz, to zbyt szybko skończy ci się ta droga.


(…) żyjąc, tracimy życie.


Przecież trzeba pamiętać, że życie to przystanek. Tylko przystanek. Chwila. Kilka chwil. I nie wolno nam ani jednej zmarnować. Bo nigdy byśmy sobie tego nie wybaczyli.


Bo Miłości uczymy się całe życie.


Wszystko działo się albo przed nią, albo za nią. Za późno lub za wcześnie.


Od kiedy postanowiła żyć bez mężczyzn, wyostrzyło jej się poczucie humoru.


Wsłuchać się w odgłos skrzypiącego pod butami śniegu.


 

Autor: agnecha

czasem wierszem piszę..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s